Marketing na cyfrowym detoksie – czy to w ogóle możliwe? Zasadniczo tak.

Nie da się zaprzeczyć, że żyjemy w czasach przyklejenia do smartfonów. Wystarczy poranna podróż metrem, żeby zobaczyć, jak bardzo wpatrzeni jesteśmy, w jaśniejące i gasnące różnymi barwami, ekrany naszych telefonów. Ale nie da się też zaprzeczyć, że jesteśmy coraz bardziej tego świadomi i coraz częściej robimy sobie przerwy od mediów społecznościowych, internetu, maili, komunikacji ze światem zza szklanych ekranów.

Cyfrowy detoks coraz popularniejszy

Termin „cyfrowy detoks” wcale nie jest nowym pojęciem. Dla przykładu, w 2019 roku, z takiego hasztaga skorzystało ponad 120 tys. użytkowników Instagrama.

Dodatkowo według danych firmy badawczej Mintel, aż 56% Amerykanów w wieku 18-23 lata, próbuje ograniczać czas, który poświęcają mediom społecznościowym. I nic w tym dziwnego. Z innych badań wynika, że korzystając codziennie z urządzeń elektrycznych, w tym smartfonów, prawie 2/3 ich użytkowników odczuwa zmęczenie technologią.

Jest to widoczne także wśród Polaków, nawet mimo tego że, przeciętny internauta korzysta w ciągu dnia z social mediów średnio 2 godziny i 16 minut, a na jednego użytkownika internetu przypada 8,9 kont w mediach społecznościowych. Z internetu korzystamy coraz częściej, w każdym miejscu, niemal w każdej, nawet intymnej sytuacji. W efekcie już 14 proc. Polaków cierpi na najwyższe FOMO, czyli strach przed odłączeniem.

Powrót do korzeni i LOHAS

Ale mimo tego strachu, nasi konsumenci coraz częściej wpisują się tzw. ruch LOHAS (Lifestyle of Health and Sustainability), czyli osób żyjących zgodnie z naturą i zasadami zrównoważonego rozwoju. Potwierdzają to na przykład badania Instytutu Gallupa, według których aż 94 proc. ankietowanych konsumentów zadeklarowało, że woli korzystać z usług czy produktów tych firm, które dbają o naturalne środowisko. Grupa ta tworzy coraz większy popyt zwłaszcza w USA, gdzie mianem LOHAS określa się już niemal jedną trzecią konsumentów. Trend widoczny jest także w Polsce.

Na początku roku Facebook opublikował raport „The 2020 Topics & Trends Report”. Znajdziemy w nim informacje o tematach, o których coraz więcej rozmawiali użytkownicy w 2019 roku. W opinii Facebooka może to sugerować, że w nadchodzącym roku będą one miały znaczenie. Wnioski z raportu zestawiono w siedem różnych kategorii: Uroda i moda, Handel, Rozrywka, Żywność i napoje, Umysł i ciało, Nauka i technologia, a także Podróże i wypoczynek. Trendy zbadano w dwóch kategoriach – “Topics to Watch” i “Hot Topics”. Pierwsza kategoria mówi o popularności tematów rozmów na Facebooku. Przewidywane jest, że będą one nadal zyskiwały na popularności. Użytkowników tego portalu w ubiegłym roku zainteresowało, m.in.:

  • bycie bardziej ekologicznymi;
  • powrót do korzeni i offline’u;
  • docenianie „małych momentów”.

Coraz częściej kupujący decydują się też na produkty o dłuższej żywotności, które odzwierciedlają wyznawane przez nich wartości związane z recyclingiem i mniejszą produkcja odpadów. Jednym z istotniejszych tematów poza powrotem do offline’u, na jaki dyskutowano były plastikowe słomki, ograniczenie emisji dwutlenku węgla czy zero waste.

Mniej obecni i bardziej ślepi

Współczesny użytkownik social media coraz częściej decyduje się na ograniczanie swojej obecności online. Co za tym idzie trudniej nam do niego trafić. I zgoda. Reklama cyfrowa, zwłaszcza w social media nabiera ciągle na znaczeniu, co ma odzwierciedlenie w budżetach firm. Wydatki na reklamę online do końca 2020 roku mają wzrosnąć jeszcze o 54 proc. Na reklamę tradycyjną marketerzy będą wydawać jedynie o 4 proc. więcej swoich budżetów.

Jednak odbiorcy stają się coraz bardziej „ślepi na reklamy” (biorąc pod uwagę, że widzimy reklamę średnio 5000 razy dziennie, wcale to nie dziwi) reklamodawcy będą musieli znaleźć sposoby na ulepszenie ich kierowania, by wyświetlać bardziej spersonalizowane reklamy.

Na Facebooku mamy do dyspozycji chociażby funkcje tworzenia niestandardowych odbiorców, która daje naprawdę szerokie możliwości. Odpowiednie wykorzystanie wiedzy o tym, co kupuje nasz klient, jakie ogląda produkty, co najbardziej go zainteresowało w naszej ofercie, pozwala na wysłanie dopasowanego do potrzeb i zainteresowań komunikatu. Dobrze przemyślana kampania na Facebooku może być doskonałym kanałem przynoszącym sprzedażowe korzyści naszemu biznesowi. Jak ją przygotować w czasach wielkiej cyfrowej ucieczki?

Śmiej się z siebie i swoich fanów

Dobry humor od lat sprawdza się w marketingu. Jednym ze sposobów na dotarcie do serc twoich „digital junkies” może być śmianie się z absurdu, jakim jest patrzenie się w ekran komputera lub smartfona po kilka lub kilkanaście godzin dziennie.

Możesz używać tego do wzmocnienia przekonania swojej grupy odbiorców, że cyfrowy detoks jest potrzebny! Jeśli zobaczą reklamę, w której, ktoś zalewa przypadkowo płatki owsiane produkowaną przez ciebie kawą lub napojem, pykając przy okazji, załóżmy, w Call of Duty Mobile, łatwiej będzie dostrzec im groteskę całej sytuacji, utrzymać postanowienia o cyfrowym detoksie i bardziej utożsamiać się z twoją marką i prowadzoną przez Ciebie komunikacją.

Z tego też powodu i ty nie musisz być dostępny do odpowiedzi na pytania 24 godziny na dobę. Fani uszanują „godziny otwarcia” fanpage’a i powiadomieni o tym, że np. w weekend sami robicie sobie cyfrowy detoks, poczują się zainspirowani, ale także utwierdzeni, że to co wrzucasz nie jest gołosłowne.

Natura to nie bzdura

Każdy lubi naturę, no może poza sceptykami zmian klimatycznych. Ale jeśli lubisz ją i ty, stwórz listę rzeczy, które ty, twoi pracownicy lub firma robią dla matki ziemi. Pokazując swoją miłość, ale także odpowiedzialność za środowisko naturalne, pokażesz też swoją czulszą, bardziej analogową stronę i poruszysz osoby, które regularnie wśród twoich klientów oddają się cyfrowemu detoksowi. Bo jedną z głównych cech tej grupy jest dbałość o środowisko naturalne.

Dodatkowo badania pokazują, że samo patrzenie na zdjęcia dzikiej i pięknej przyrody, obniża poziom stresu. Jeśli więc chcesz nakręcić wideo rekrutacyjne, zrób to w lesie lub pięknym parku w pobliżu biura. Podświadomie może to zwiększyć zaufanie do twojej marki. A jak wiemy, zaufanie to „wszystko” co można chcieć zdobyć w marketingu. Dlatego pozując na tle przyrody, możesz też opowiadać o tym co dla niej robisz i jak wspomagasz planetę. Jeśli nie robisz nic, daruj sobie ten punkt. Ludzie, szczególnie ci bardziej świadomi, jak właśnie grupa digital-detoxers, muszą wiedzieć że mówisz prawdę. A kłamstwo, zwłaszcza w social media ma bardzo krótkie nogi.

Z drugiej strony nie przeszkadza to w organizacji proekologicznych konkursów. Sieć hoteli lub pensjonatów bez problemu może poprosić fanów, aby nagrali krótkie wideo i kilka zdań w otoczeniu przyrody, a najlepsze nagrodzone zostanie wyjazdem w głuszę, gdzie nie dociera wi-fi, trzeba ze sobą rozmawiać, a telefony oddaje się na recepcji. Zrozumienie na czym polega cyfrowy detoks i wspieranie w nim naszych fanów, to połowa sukcesu.

Efektywne doświadczenie użytkownika

Jeśli, jako marka, także promujesz cyfrowy detoks i chcesz sprzedawać do tej grupy odbiorców, pamiętaj że nie są to ludzie, którzy na zakupy w internecie chcą poświęcać godziny, a sekundy. Dlatego też zadbaj o jak najlepszy UX swojego sklepu czy płatności. Doświadczenie to powinieneś przenieść także do swojego marketingu, jako że jest to część doświadczenia użytkownika.

Nie bądź nachalny, nie rób prześladowczego remarketingu i staraj się nie być intruzem w życiu swojego klienta, a cichym towarzyszem. Remarketing nie ogranicza się jedynie do kierowania reklam do osób, które odwiedziły Twoją stronę. Zastanów się ja wygląda proces zakupowy Twoje klienta. Wielu reklamodawców i marketerów skupia się wyłącznie na ostatnim przystanku podróży zakupowej klienta. Wyświetla tylko i reklamy produktowe, mające być pushem do finalizacji transakcji. Jednak to błąd. Klienta trzeba przeprowadzić przez fazę, w której budujemy świadomość naszej marki i kiedy rozważa zakup. Na tych etapach dostarczamy zupełnie inne treści, a wypychając sam produkt marnujemy jedynie okazje do sprzedaży i finalnie budżet reklamowy.

Jak coś jest do wszystkiego, jest do niczego

Innymi słowy, znając swoją grupę docelową, jej zainteresowania, tematy, miejsce zamieszkania, wyjazdów czy strony lub grupy, które śledzą – możesz bardzo dokładnie określić komu i gdzie reklama powinna się wyświetlić.

Kampanie skierowane do szerokiej grupy odbiorców nie mają najmniejszego sensu, tak samo jak te podzielone względem płci. Stracisz jedynie budżet. Dodatkowo pamiętaj o uruchamianiu oddzielnych kampanii pod każdą grupę docelową, geograficzną czy grupę zainteresowań jak miejsca docelowego wyświetlania kampanii. Facebook może pokazywać Twoją reklamę (placement) w kilku miejscach, w tym np. Messengerze. Dzięki stworzeniu oddzielnych kampanii i różnych jej wariantów będziesz dokładnie wiedział, co się sprawdza a co nie. Pomoże Ci to wyciągnąć wnioski na przyszłość i tworzyć jeszcze bardziej efektywne reklamy.

Jeśli Twój cel to zbudowanie zaangażowania to wielkość potencjalnych odbiorców będzie zdecydowanie większa niż w przypadku kampanii leadowej. Kampania z mała grupą docelową może wygenerować dużo większe ROI z 1000 kliknięć niż taka z połową miliona wyświetleń.

Proszek nie tylko do prania

63% współczesnych konsumentów woli kupować od tzw. purpose driven brands, jako że proszek nie służy już tylko do prania a szampon do mycia włosów. W ubiegłym roku Alan Jope, dyrektor generalny koncernu Unilever (należą do niego takie marki, jak Dove, Knorr, Surf, Axe, Ben & Jerry’s) zapowiedział, że firma będzie rozwijać swoją działalność w sposób celowy i zrównoważony.

Dlatego planuje w najbliższych latach pozbyć się tych marek, które nie wnoszą do życia konsumenta nic więcej. Nic dziwnego skoro połowa obrotów firmy pochodzi dziś z marek, które uważa się za celowe, czyli za takie które dają konsumentowi wartość dodaną. Towarzyszą mu w trudnych, radosnych lub ważnych momentach, zmieniają albo uczestniczą w jego stylu życia.

A liczba ta wzrośnie do 80 proc. ciągu kilku lat. Po części dlatego, że ten obszar portfela rośnie najszybciej, ale również dlatego, że Unilever będzie zmieniać te marki. Sam Jope uważa, że marki, które oferują jedynie „bielsze zęby”, „ładniejsze włosy” są już markami zbytecznymi.

Rynek się zmienia. Marki nie mogą i nie powinny pozostawać obojętne nie tylko na potrzeby konsumentów, ale także na ich przeżycia czy problemy – niezależnie czy dotyczy to kobiet, mężczyzn, ekspatów, osób LGBT+ czy tych zmęczonych technologią i marzących o chwili offline.

(Przeczytano 650 razy, z czego 1 razy dzisiaj)

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.