Te pytania i komentarze dostałem naprawdę. Postanowiłem udzielić na nie konkretnych odpowiedzi oraz wyjaśnić co to ten marketing LGBT+.

Homofobia w internecie ma się dobrze. Marketing LGBT+, którym się zajmuje, na szczęście także. Z roku na rok, coraz więcej firm bierze udział w Paradzie Równości. Coraz więcej firm włącza się też w lokalne Marsze Równości i coraz więcej firm w czerwcu, czyli w czasie Pride Month, pokazuje swoje wsparcie tęczowej społeczności. Faktem staje się ochrona pracowników LGBT+ oraz zaangażowanie marek w edukację społeczeństwa i realne wspieranie postulatów równości małżeńskiej. Marketing LGBT+ staje się faktem.

Jednak przy każdej publikacji, czy to na LinkedIn, na Facebooku czy na Twitterze, zawsze pojawia się kilkanaście pytań od zaniepokojonych i zaoferowanych czytelników mojej strony.

Ten FAQ powstał nie tylko z potrzeby serca, ale także z chęci posiadania gotowych odpowiedzi, na pytania, które naprawdę się pojawiają.

To co? Zacznijmy tę sesję pytań i odpowiedzi!

Dlaczego firmy mają promować ideologię LGBT+? Przecież to chore!

LGBT+ to nie ideologia. To ludzie. Ludzie, którzy żyją obok ciebie, są nauczycielami i nauczycielkami, mechanikami i mechaniczkami, lekarzami i lekarkami, baristami i baristkami – masz z nimi codziennie kontakt. To ludzie, którzy tak samo jak ty płacą podatki, głosują, wynajmują mieszkania bądź kupują je na kredyt, bawią się w tych samych klubach w piątkowe wieczory, obsługują Cię w restauracji lub ty ich obsługujesz. To ludzie, którzy tak samo jak ty chodzą na zakupy, wybierają produkty, używają kosmetyków, wyjeżdżają na wakacje.

Jedyną rzeczą, które domagają się osoby LGBT+ są równość i poszanowanie praw człowieka. Wiesz co jest chore? Rządy w imieniu większości kosztem praw mniejszości. Odwoływanie się jakiejś większości, by straszyć ją mniejszościami i kierować przeciw nim agresję. I taki mechanizm stosowany był i jest w faszyzmie. To jest dopiero porąbane!

LGBT+ to więcej niż pierwsze cztery litery

Skrót LGBT+ oznacza – lesbian, gay, bisexual, transgender, transsexual, queer, questioning, intersex, asexual, ally, pansexual, unsure, curious, 2 spirited, transvestite, polyamoryus, other. LGBT+ to zbiorczy termin używany do określania mniejszości seksualnych.

Nie chcę reklamy dla gejów w przestrzeni publicznej, są one wulgarne, nieestetyczne i seksualizują młodzież!

Okej! Porozmawiajmy o tym na przykładach! Poniżej zamieszczam pokaz slajdów, który wszystko wyjaśni i rozjaśni. Jeśli to Cię nie przekona, to nie wiem co może!

Nie rozumiem po co ten marketing LGBT+ i  po co promować coś dla tak małej grupy ludzi. Od kiedy to większość ma się podporządkowywać mniejszości?

Może od momentu, kiedy większość uchwalając ustawy zasadnicze, postanowiła chronić mniejszości i traktować jako równych wobec prawa obywateli. Żeby trochę rozświetlić sytuację posłużę się słowami J. S. Milla z książki „O rządzie reprezentacyjnym: Czysta demokracya jest rządzeniem całego narodu przez cały naród, reprezentowany równomiernie. Tymczasem demokracya dzisiejsza jest rządzeniem całego narodu przez jego większość, reprezentowaną wyłącznie.

Poza tym osoby LGBT+ nie stanowią najmniejszej grupy w Polsce.

Ile osób LGBT+ żyje w Polsce?

Według badania Dalia Research przeprowadzonego w kilku krajach Europy, w Polsce około 5% osób identyfikuje się jako LGBT+. Jest to więc ok. 2 mln obywateli i obywatelek. Najwięcej z nich w grupie 14-29 lat (10%), w wieku 30-49 (1%), w wieku 50-65 (4%). Dalia zastrzega, że w tak osobistej kwestii, jak seksualność, pomimo dużego stopnia anonimowości, nadal istnieje duże źródło niepewności co do liczby, gdyż 8% respondentów wolało nie odpowiedzieć, czy identyfikują się jako osoby LGBT, a 12% nie było w stanie określić swojej seksualności.

Nie jest więc to tak mała grupa odbiorców przekazu reklamowego. Marketing LGBT+ ma sens.

Lenistwo zamiast dopasowania

I rozumiem też, że wielu marketerów, popełnia grzech lenistwa i chce trafić do bardzo szerokiej grupy docelowej, zamiast mikrotargetować swój przekaz. Trzeba pamiętać, że jak coś jest do wszystkiego to jest do… niczego. Nawet papier toaletowy ma swoje segmenty klienckie, mimo że wszyscy go używają.

Jest taki za 50 gr dla osób, które nie mają zbytnich wymagań lub ograniczony budżet. Jest też taki za 1,50 za rolkę, kilkuwarstwowy dla ceniących komfort, a nawet taki za 5 zł zł za rolkę z komiksami, dla geeków. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie „do kogo mówimy / sprzedajemy”.

Bez znajomości odpowiedzi na powyższe, trudno jakiejkolwiek firmie stworzyć strategię komunikacji i sprzedaży, która zachęci grupę docelową i będzie stanowiła dla nich rzeczywistą wartość. Żeby rosnąć i się rozwijać, musisz znać potrzeby swoich klientów i prospektów, a następnie zaimplementować tę wiedzę w każdym aspekcie swojej działalności – od komunikacji, przez obsługę klienta, na marketingu i sprzedaży skończywszy.

Marketing LGBT+ nie istnieje, to twój porąbany wymysł, a nie żadna gałąź marketingu!

Definicje marketingu LGBT+ podaje nawet Wikipiedia. Jeśli nie istnieje on, nie istnieje także femvertising, marketing parentingowy albo ten do cudzoziemców. Zasadniczo każdy, skierowany do innej grupy odbiorców niż większość.

Trochę historii…

Marketing LGBT powstał w latach 70. w USA. Jest dokładnie rok 1973. Firma Coors Brewing jest bojkotowana przez społeczność LGBT za przeprowadzanie na rekrutowanych kandydatach testów wariografem, w czasie których padają pytania o orientację seksualną. Protesty trwają kilkanaście lat.

Pierwsze kroki mające zmniejszyć nacisk ze strony amerykańskich gejów i lesbijek Coors Brewing podejmuje w 1978 r., rezygnując z pytania dotyczącego orientacji seksualnej w czasie rekrutacji i testów wykrywaczem kłamstw. W 1995 r. firma obejmuje ubezpieczeniem i benefitami także partnerów swoich pracowników LGBT.

Coors zatrudnia na stanowisko koordynatora ds. PR – Mary Cheney, lesbijkę, działaczkę LGBT, polityczkę, córkę byłego wiceprezydenta USA. Zadaniem Cheney jest zapobiegnięcie kolejnym protestom gejów i lesbijek przeciw Coors Brewing i komunikacja z tą grupą.

Firma zaczyna reklamować się w magazynach gejowskich, jak np. The Advocate i na paradach równości. W kolejnych latach firmie udaje się pozyskać coraz większą grupę klientów LGBT. W 2013 roku jedna z marek piwa wytwarzanego przez Coors Brewing staje się symbolem bojkotu Rosji, która wprowadza antygejowskie prawo przed olimpiadą w Soczi.

Coors był pierwszy, ale nie ostatni…

Historia firmy Coors Brewing dla wielu marketerów jest podręcznikowym przykładem dobrze wyegzekwowanej strategii komunikacji targetowanej właśnie do środowiska LGBT, a także poradzenia sobie z wizerunkowym kryzysem, który niesie ze sobą dyskryminacja tej grupy społecznej. Sprawa Coors Brewing pokazała innym firmom, że prowadzenie dialogu z tą grupą i marketing LGBT może się opłacić bardziej, niż nam się na początku wydaje.

O marketingu LGBT pisze się, mówi, powstają specjalne agencje, które zajmują się tym rodzajem marketingu, organizowane są konferencje i wykłady. To że o czymś słyszy się pierwszy raz, to że coś nie zgadza się z naszą wizją świata – nie znaczy wcale, że nie istnieje i należy kwestionować, unieważniać historie tej gałęzi marketingu, działanie rynku i biznesu, który z niej korzysta.

Gej nie różni się od innego konsumenta, nie rozumiem po co promować produkty dla nich!

Różni się. Zasadniczo jesteśmy szybsi, ładniejsi, bogatsi i lepiej ubrani.

Geje uchodzą na całym świecie za trendsetterów wyznaczających swoimi konsumenckimi wyborami kierunek, w którym następnie podąża heteroseksualna większość. Lesbijki natomiast to grupa społeczna o jednym z największych współczynników wierności marce.

Według Gay Press Report w Stanach Zjednoczonych na reklamę kierowaną do mniejszości seksualnych wydaje się rocznie prawie 400 milionów dolarów. W Polsce zaś kampanie reklamowe skierowane do społeczności LGBT właściwie nie istnieją, mimo że wartość rynku LGBT w naszym kraju wynosi 6,6 mld zł.

Trochę danych…

Konsumenci LGBT+ zostawiają w sklepach, na wakacjach czy w punktach usługowych więcej pieniędzy niż osoby heteroseksualne, co czyni z nich klientów, o których warto walczyć. Skąd wynika różnica w wydatkowaniu?

Duża część osób homoseksualnych przynależy do marketingowej grupy DINKY (Double Income No Kids Yet). Innymi słowy, geje i lesbijki wydają pieniądze na siebie, nie na potomstwo. Oto garść danych, które wymownie pokazują konsumenckie możliwości społeczności LGBT+:

  • średni dochód w gospodarstwie domowym konsumenta LGBT jest o 23 proc. wyższy niż przeciętny,
  • 26 proc. gejów deklaruje, że może wydawać więcej pieniędzy na wysokiej jakości produkty,
  • w ciągu dwóch lat 30 proc. gejów i lesbijek pojechało na długie wakacje,
  • w ciągu ostatniego roku 40 proc. konsumentów LGBT kupiło nowy telefon,
  • dwa razy więcej gejów niż mężczyzn hetero chce podążać za trendami – 45 proc. osób homoseksualnych ma tendencje do kupowania nowych wersji posiadanych produktów,
  • pary jednopłciowe wydają na zakupy spożywcze 25 proc. więcej niż pary heteroseksualne.

Gejom i lesbijkom najbliżej do marketingowego ideału konsumenta. No i co teraz?

Firmy wykorzystują osoby homoseksualne do promowania swoich produktów, powinniście się za to obrażać i je bojkotować, bo jesteście wykorzystywani.

Tak, to czasem prawda! Istnieje bowiem coś takiego jak pinkwashing! Trudno w to uwierzyć, ale firmy chciałyby na nas zarabiać, pewnie dlatego że uświadamiają sobie znaczenie powyższych statystyk.

Pinkwashing, czyli wykorzystywanie

Pinkwashing to wszystkie kampanie w żaden sposób nie będące społecznie zaangażowane, a wprost przeciwnie. Mimo haseł deklarujących przywiązanie do sprawy LGBT+ odbierane są przez opinię społeczną jako kampanie czysto marketingowe, wykorzystujące problem społeczny dla zwiększenia sprzedaży. Tak było między innymi z Primarkiem, który wypuścił kolecję „Pride”, jednak szybko został zbojkotowany przez społeczność LGBT+, jako że ubrania wyprodukował w Turcji, gdzie nadal osoby LGBT+ nie mają równych praw.

Pod Pinkwashing podpadają pod to też korporacje przyjazne mniejszościom, ale nie wszędzie, bo gdy nadchodzi Pride Month i komunikujemy o tym, co firma robi z tej okazji, być może niekoniecznie wysyłamy ten przekaz do swoich oddziałów w rejonach świata, w których za kontakty homoseksualne można trafić do więzienia, za to bez problemu prowadzimy tam biznesy.

Ale w sumie dzięki za radę i troskę. Do tej pory naprawdę jako społeczność radziliśmy sobie bez problemu z takimi przypadkami i nie dawaliśmy się nabrać. No chyba, że chodzi o coś zupełnie innego a nie o marketing LGBT+.

Dlaczego mam się bojkotować marki, kiedy robią coś dobrego?

Bo osobiście nie widzę powodu, dla którego miałbym się obrażać na Sprite, który na Paradę Równości wprowadził puszki z logo w kolorach tęczy. To był gest marki w ramach kampanii „Niech gadają. Żyj rześko” wspierającej różnorodność i prawo do bycia sobą. Ale to nie wszystko.

Sprite / Marketing LGBT+

Wspólnie z Fundacją Wolontariat Równości, Sprite utworzył grant dla lokalnych parad, by wesprzeć ich organizację w innych miastach w Polsce. Razem z Grupą Stonewall marka przygotowała także specjalny projekt edukacyjny na okres wakacyjny. Dzięki tej kasie zrobiono coś dobrego, nawet jeśli pochodzi z mojego portfela, bo raz na ruski rok, kiedy mam ochotę na słodki napój, kupuje właśnie Sprite’a.

Powierzchowność ma krótkie nogi. Zarówno w trosce o dobro naszej społeczności jak w sprzedaży. Takie zachowanie nie sprzyja budowaniu długotrwałych relacji konsumenckich.

Nie wystarczy już pomachać tęczową flagą czy zamieścić baner na platformie wiozącej uczestników w trakcie imprez okolicznościowych. Firmy powinny rozumieją, że nie zdobędą klientów wyrachowaną akceptacją, która ma na celu wyłącznie zwielokrotnić zyski, dlatego angażują się bardziej również w działalność edukacyjną czy lobbing.

Proszek ma prać, a nie uświadamiać mnie w jakimkolwiek temacie. A bynajmniej nie uważam się za osobę nietolerancyjną, znam wielu homoseksualistów, Żydów, Ukraińców i cyklistów.

No okej. Gratuluję znajomości. Natomiast, gdyby proszek miał prać, to by się nie reklamował. Gdyby auto miało jeździć, to wiele firm nie mówiłoby że jeździ bezpiecznie i chroni Twoje dzieci, gdyby… A zresztą co będą tłumaczył sam, jeśli ktoś pomyśli, że znam się na marketingu. Powołam się może na autorytet.

Unilever zmienia swoją strategię

Alan Jope, dyrektor generalny koncernu Unilever (należą do niego takie marki, jak Dove, Knorr, Surf, Axe, Ben & Jerry’s) zapowiedział, że firma będzie rozwijać swoją działalność w sposób celowy i zrównoważony. Dlatego planuje w najbliższych latach pozbyć się tych marek, które nie wnoszą do życia konsumenta nic więcej ponad to, do czego służą. Nic dziwnego skoro połowa obrotów firmy pochodzi dziś z marek, które uważa się za celowe, czyli za takie które dają konsumentowi wartość dodaną.

Towarzyszą mu w trudnych, radosnych lub ważnych momentach, zmieniają albo uczestniczą w jego stylu życia. A liczba ta wzrośnie do 80 proc. ciągu kilku lat, po części dlatego, że ten obszar portfela rośnie najszybciej, ale również dlatego, że Unilever będzie zmieniać te marki. Wiele marek na świecie, które składają puste obietnice rozwiązywania określonych problemów społecznych i kulturowych, ale nie podejmują w tym kierunku żadnych działań. Sam Jope uważa, że marki, które oferują jedynie „bielsze zęby”, „ładniejsze włosy” są już markami zbytecznymi.

Rynek się zmienia. Marki nie mogę i nie powinny pozostawać obojętne nie tylko na potrzeby konsumentów, ale także na ich przeżycia czy problemy – niezależnie czy dotyczy to kobiet, mężczyzn, ekspatów czy osób LGBT. Działania, nie tylko Unilevera, ale także IKEA, Netflix, IBM, Microsoft, Empik czy MTV otwierają drogą innym firmom do komunikacji ze społecznością LGBT+

Marki tracą na promowaniu takiej ideologii i są bojkotowane, nie wiem czemu się przy tym upierasz!

Upieram się, bo powołuje się na źródła i na realnie istniejące, oparte o dane sprzedażowe case studies! Szach mat!

Firmy popierające społeczność LGBT+, zwłaszcza w Polsce spotyka internetowy hejt – z tym się zgadzam. Nie ma on negatywnego przełożenia na zyski ze sprzedaży czy wizerunek firmy.

Tęcza na placu Zbawiciela

Przykładem może być ubiegłoroczna kampania Ben&Jerry, który przywrócił tęczę na pl. Zbawiciela przed Paradą Równości. Wydarzenie wygenerowało w mediach online, offline i kanałach społecznościowych ponad 2,6 tys. publikacji, a liczba kontaktów z tymi publikacjami osiągnęła 37,6 mln.

Wartość wzmianek o tęczy to 4,5 mln zł. Najwięcej, bo ponad połowa tekstów ukazała się w mediach społecznościowych, 40 proc. w portalach, a pozostałe w mediach offline. Niemal wszystkie publikacje miały pozytywny lub neutralny wydźwięk. Świadczy to tylko o tym, że warto targetować się na społeczność LGBT+ i nie przejmować się negatywnymi, pojedynczymi komentarzami. A nawet jeśli wystąpią, najważniejsze to nie pozostawać wobec nich biernym.

IKEA kontro Ordo Iiurdis

Także czerwcowe zwolnienie pracownika IKEA za grożenie pracownikom LGBT+ pod pozorem cytowania Bibli nie wywołało dużych reperkusji dla marki. Agencja marketingowa Inquiry zbadała, jakie była reakcja społeczeństwa na to wydarzenie i komentarze w mediach. Z danych YouGov BrandIndex wynika, że w krótkoterminowej perspektywie reakcja społeczeństwa była negatywna, aczkolwiek nie bardzo silna.

Ikea / Marketing LGBT+

Z sondażu przeprowadzonego przez Inquiry wynika, że niemal 2/3 badanych zetknęło się z informacją na temat zwolnienia pracownika IKEA w związku z jego wpisem na temat osób LGBT. Blisko 40 proc. badanych zadeklarowało, że nic się nie zmieni; 14 proc. nie ograniczy zakupów, ale ich opinia o marce będzie negatywna. Kolejne 12 proc. respondentów zamierza ograniczyć zakupy w IKEA do czasu wyjaśnienia sprawy, a 10 proc. – zrezygnować z zakupów.

Jak pokazuje badanie, w sprawach światopoglądowych wiele zależy od wieku: wśród ludzi młodych (18-34 lata) reakcje pozytywne przeważają. Jak piszą badacze z Inquiry, na razie nic nie wskazuje na to, by groźby rezygnacji lub ograniczenia zakupów zostały faktycznie wcielone w życie przez klientów IKEA.

To i tak się nie opłaca! Gilette stracił 5,2 mld dolarów, atakując białych, heteroseksualnych mężczyzn. Dość z atakowaniem mężczyzn.

To fakt, że Procter odkąd kupił Gillette, stracił już na marce 8 mld dol. Spowodowane to było spadkiem popytu na golarki oraz wzrostem konkurencji ze strony firm oferujących tańszy asortyment, a nie jak bardzo chcą w to wierzyć gładko ogoleni, piękni chłopcy prawicy – reklamą uderzającą w toksyczną męskość.

Czy wprowadzenie marketingu LGBT+ oznacza, że jak pójdę do Rossmana, będę musiał kupić szampon dla dwóch mężczyzn zamiast dla siebie? I tak tam już teraz jest mały wybór męskich produktów.

Tak się stanie! Ale mały protip, z szamponu dla dwóch mężczyzn, może korzystać także jeden mężczyzna!

Jestem tolerancyjny, ale ostatnio zrezygnowałem z żoną z oglądania serialu na Netflixu, bo brzydził nas tam wątek gejowski i sceny pocałunków. Czy nie za dużo tego w przestrzeni i internecie? Netflix powinien się nazywać LGBTflix skoro w każdym produkowanym filmie są tego typu wątki.

Straszne! Ogłaszam narodową tragedię i stan klęski żywiołowej! W końcu powstają filmy i seriale pokazujące różne mniejszości etniczne, seksualne, religijne… zupełnie jak w prawdziwym świecie, gdzie nie żyją tylko i wyłącznie białe osoby hetero. Większa reprezentacja mniejszości to większa edukacja czy liczba role-models dla młodszej widowni, która nie czuje się już taka samotna ze swoimi problemami, ma bohaterów z którymi może się utożsamiać. Brawo Netflix!

I tak w ogóle. Jestem tolerancyjny. Kropka. Bez „ale”. „Ale” oznacza zupełnie co innego i nijak ma się do tolerancji.

Ale, jak tłumaczył swojemu młodemu kochankowi Brian, jeden z głównych bohaterów kultowego serialu „Queer As Folk”: Są dwa rodzaje heteryków na tym świecie – ci, którzy nienawidzą cię prosto w oczy, i ci, którzy nienawidzą cię za plecami.

Zresztą tzw. „większość”, która się oburza na produkcje Netflixa i tak nie jest zapewne klientelą tego serwisu. Przypomnę tylko, że Netflix zablokował darmowy okres próbny w Polsce, jako że Polacy rejestrowali się masowo i nie przedłużali subskrybcji. A część nawet odsprzedawała założone na lewo konta trial za grosze.

Nie umniejszając, ale osoby LGBT+ lubią kulturę i pokazują to badania. I płacą za nią. Oglądamy nie tylko Netflix, HBO GO, ale mamy także własny serwis streamingowy o nazwie Outfilm z filmami LGBT+.

Znam vlogera i osobę, osoby które są homo i nie są pozytywnie nastawione do ideologii LGBT+.

Po pierwsze – LGBT+ to ludzie nie ideologia. Pozwolę nie udawać, że to zdanie zrobiło na mnie wrażenie. A o to dlaczego.

Marketing LGBT+Świat już miał tego przykład. Stany Zjednoczone również miały swojego prawicowego geja, Milo Yiannopoulosa, powiązanego finansowo z Republikanami i mediami sponsorowanymi przez tę partię. Za sukcesem Milo stał Steve Bannon, strateg samego Trumpa. Ale i to kłamstwo, jak każde, miało krótkie nogi. Upadek Yiannopoulosa był bolesny i towarzyszyła mu atmosfera skandali, m.in. za promowanie pedofilii. Sam Yiannopoulos wycofał się z mediów, ale spełnił swoje zadanie jako troll Trumpa.

I w sumie nie za bardzo rozumiem tego argumentu. Osoby LGBT+, tak jak każde inne, mają swoje poglądy polityczne – mogą lewicować, centrować, a nawet prawicować. Znam też kilku heteryków, którzy popierają prawa osób LGBT+, nawet to do małżeństw. To znaczy, że ty powinieneś zmienić swoje zdanie, tak jak ja swoje po tym stwierdzeniu? No właśnie. Karta Sodomity Kolaboranta właśnie straciła ważność.

Temat modny, absurd, że w kraju, w którym nigdy nie było przepisów prawa ani żadnych akcji wymierzonych w osoby takiego rodzaju… paranoja.

Dla mnie bardziej brak dostępu do bieżących informacji z kraju i znajomości historii. No bo co z uchwałami samorządów, które ogłaszają się jako „wolne od ideologii LGBT”? Radni w Świdniku ręce do góry podnieśli jako pierwsi. Napisali, że nie dadzą zgody na „atakowanie wolności słowa, niewinności dzieci, autorytetu rodziny i szkoły oraz swobody przedsiębiorców”. Że nie chcą ingerować w prywatną sferę Polek i Polaków, nie chcą stawać się częścią wyolbrzymianych, sztucznych problemów czy konfliktów.

Podpisali więc deklarację, że ich samorząd będzie od teraz „wolny od ideologii LGBT” – w kontrze do Warszawy, gdzie prezydent Rafał Trzaskowski opublikował deklarację LGBT+. Coraz więcej samorządów uchwala tego typu przepisy. A co z naklejkami Gazety Polskiej, które są przejawem dyskryminacji i wykluczenia i Sąd kazał je wycofać ze sprzedaży?

Jeszcze więcej historii…

Ja dobrze, wiem że odrodzona w 1918 roku II Rzeczpospolita potrzebowała prawie 14 lat, żeby zmienić prawodawstwo dotyczące penalizacji homoseksualizmu. W 1932 roku – wzorem wielu innych krajów – homoseksualizm w Polsce przestał być karany, a zachowania homoseksualne w statusie prawnym zostały zrównane z heteroseksualnymi. To prawda!

Natomiast stosunek władz osób homoseksualnych był nadal negatywny, co wiązało się ze stalinowskim podejściem do tego zjawiska, ukształtowanym w latach 30. XX w. PRL-owscy i radzieccy naukowcy – kryminolodzy, psychiatrzy czy prawnicy – w większości uważali homoseksualizm za patologię społeczną, uzasadniając ten pogląd argumentami podobnymi do argumentów odwołujących się do praw naturalnych.

Środowiska homoseksualne były pod stałą obserwacją MO i SB co najmniej od połowy lat 60., pierwsze zaś teczki osobowe zaczęto zakładać w latach 70. W następnej dekadzie odbyła się „Akcja Hiacynt”, czyli masowa akcja Milicji Obywatelskiej przeprowadzona w PRL w latach 1985–1987, polegająca na zbieraniu materiałów o polskich homoseksualistach i ich środowisku, w wyniku której zarejestrowano ok. 11 000 akt osobowych. Proceder ten został przerwany przez stan wojenny. Po nim, trwał aż do przemian ustrojowych w 1989 roku.

Nie jest to więc wszystko, tak jednowymiarowe, jak postawiona teza. Warto uważać na lekcjach historii oraz warto czytać gazety!

A jakbym chciała zacząć robić marketing LGBT+ to jak?

Takie pytania to ja szanuję! W Polsce jest kilkanaście firm, które robią marketing LGBT.. Warta wspomnienia jest sieć siłowni Holmes Place, która od kilku lat posiada banery reklamowe na stronach gejowskich, m.in. PlanetRomeo. W „homoseksualnej części internetu” reklamują się też sklepy z bielizną, jak Alle Chłopak. Na portalu Queer.pl pojawią się materiały prasowe dotyczące nowości rynkowych, m.in. Cydru Lubelskiego czy trymerów marki Phillips. Mniejsze firmy (głównie z sektora usług) starają się kooperować z klubami dla gejów i lesbijek.

Przedsiębiorstwa dostrzegły możliwość promocji i zwiększenia swoich zysków poprzez uczestnictwo w konferencjach, spotkaniach, czy ważnych masowych wydarzeniach dla mniejszości, jak Parady Równości, bądź poprzez symboliczne wsparcie w mediach tradycyjnych czy społecznościowych. Marketing LGBT może niedługo stanie się faktem. Póki co takie reklamy są jak Yeti.

Ważne jest natomiast, by nie tylko adresować ofertę do mniejszości, ale przede wszystkim mówić tym samym językiem, co społeczność LGBT+. Dobrze jest, kiedy w parze z ofertą idzie zaangażowanie i praca u podstaw, wpływająca na pozytywne postrzeganie równouprawnienia oraz obecności osób LGBT+ w społeczeństwie.

A jeśli ktoś chce zacząć robić marketing LGBT+, zapraszam na swoje wykłady lub do kontaktu. Chętnie zawsze pomogę.

A szczerze Grzegorz, powiedz mi, co ja jako hetero facet, czytający te komentarze, mogę zrobić, żeby się zaangażować bardziej i Ci pomóc, żeby nie było tak jak jest?

Miłość! Chodź na marsze jako sojusznik, wspieraj swoich znajomych, dorzuć grosz na organizacje LGBT+ i przede wszystkim reaguj na mowę nienawiści w internecie. Na hasło LGBT+ pojawiło się tylko w sierpniu aż 548906 hejtujących komentarzy skierowanych w stronę osób LGBT+. Tylko przez 30 dni. Tylko w internecie. Dziennie to aż 18 296 wpisów, które można uznać za homofobiczne. Reaguj, zgłaszaj, tłumacz i edukuj. To naprawdę może komuś pomóc. I tutaj nie chodzi o marketing LGBT+ a po prostu o ludzką przyzwoitość.

Grzegorz, mordy ci chyba nikt nie obił za pierdolenie takich głupot?

Informuję, że screena z tym komentarzem wysłałem już pracodawcy. Pozdrawiam!

 

LGBT+ na I <3 Marketing

25.10 w czasie konferencji I Love Marketing, w części Social Media, będę mówić o marketingu LGBT+. Jest to temat, który mocno gra w moim sercu i uważam, że trzeba o tym mówić. Opowiem dlaczego tęcza nie jest taka straszna, jak marki mogą wspierać swoich tęczowych klientów w social media i dlaczego warto wchodzić w takie sojusze… zwłaszcza w trudnych czasach homofobicznej zarazy.

Występ na konferencji jest płatny. 48 tys. zł zostaje podzielone jako nagrody przyznawane w modelu grywalizacyjnym przez publiczność – głosowanie odbywa się w aplikacji mobilnej. Pierwsze miejsce otrzymuje – 7000 zł, 2 miejsce – 6000 zł , 3 – 5000 zł, miejsca: 4,5,6 – 4000 zł i 7,8 – 3000 zł netto, pozostałe miejsca – gwarantowane 1500 zł podstawy.

Chciałbym być transparentny. Niezależnie od wyników i głosowania publiczności (chociaż chciałbym oczywiście wylądować jak najwyżej) postanowiłem, że połowę swojego wynagrodzenia -przekażę jako darowizny dla Miłość nie wyklucza (30 proc.) i Chór Voces Gaudii (20 proc.), czyli dwie organizacje, które aktywnie, sprawnie, ale zupełnie różnymi metodami i kanałami walczą o równość, tolerancję i akceptację.

Więcej informacji o konferencji oraz bilety – tutaj.

(Przeczytano 2 030 razy, z czego 1 razy dzisiaj)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.