Fake newsy na LinkedIn pojawią się coraz częściej. Niepokojące jest, że nawet profesjonaliści social media, mają problem z rozpoznaniem nieprawdziwych informacji i powielają je dalej. Przerażające jest jak łatwo przychodzi nam łamanie praw własności intelektualnej. I najgorsze, że nie widzimy w tym nic złego.

Nie wiem czy znacie to zdjęcie. Obrazek jest nawet dość poetycki z tego posta z 2015 roku.

Fake newsy na LinkedIn, czyli internauta internaucie wilkiem

Prawda jest zupełnie inna. Zdjęcie zostało zrobione przez Chaddena Huntera w ramach projektu „Frozen Planet”. Chadden zrobił je w Parku Narodowym Bizona Leśnego (Wood Buffalo National Park) w zachodniej Kanadzie. Na zdjęciu widać watahę 25 wilków kanadyjskich. Szyk zwierząt jest wymuszony przez pogodę: idąc gęsiego, łatwiej jest im przedostać się przez zaspy śnieżne. Co więcej, przywódca stada wcale nie jest na końcu. Samica (a nie samiec) alfa idzie na przedzie – w ten sposób nadaje tempo i wybiera kierunek, w którym pójdzie stado.

Ostatnio na LinkedIn wdałem się w dyskusję z dwoma Panami, którzy opublikowali fake newsa sprzed 4 lat. Wróć! Z jednym, bo drugi zablokował mnie od razu. Żadna osób nie przeprosiła, nie edytowała opisu. Wprowadzała kolejnych użytkowników w błąd, karmiąc ich dodatkowo pseudo motywacyjnym bełkotem, którego nie powstydziłby się tylko Smutny Trener Rozwoju Osobistego.

Fake Newsy na LinkedIn

Żaden z autorów nie widział nic złego w tym, że rozpowszechnił fałszywą informację – nawet jeśli sprawa wydaje się naprawdę błaha. Ani jeden, ani drugi Pan, nie raczył też podpisać autora oryginalnego zdjęcia. Wydaje się, że sprawa trywialna, przecież nikomu to nie szkodzi! Po co się Miecznikowski czepiasz, a teraz te fake newsy na LinkedIn maltretujesz na blogu!

Bo to naprawdę szkodzi! Przede wszystkim:

  • Publikując fake newsy, przyczyniasz się do powstawania fałszywych źródeł informacji.
  • Regulamin każdego serwisu społecznościowego mówi wyraźnie, że nie można naruszać praw własności intelektualnej innych osób, w tym praw autorskich.
  • Przez takie zachowanie tracisz wiarygodność jako świadomy specjalista i ekspert. Stracić też może nie tylko Twoja marka osobista, ale także twoja firma. Każdy pracownik jest bowiem ambasadorem Twojej marki.
  • Przyczyniasz się do powstawania szkodliwego społecznie procederu – kradzież, niezależnie czy w internecie czy sklepie to nadal kradzież.

Jakimi zasadami i kierować się publikując na LinkedIn i jak chronić się przed fake newsami?

Czym jest fake news?

Fake news to fałszywa wiadomość, często o charakterze sensacyjnym. Rozprzestrzenia się przez media drukowane i nadawcze serwisy informacyjne, media elektroniczne czy serwisy społecznościowe. Ich autorzy stosują chwytliwe nagłówki w celu zwrócenia możliwie dużej uwagi. Fałszywe wiadomości mogą być elementem dezinformacji w ramach działań określanych jako środki aktywne w grupie „czarnej” technologii hybrydowych.

Ale rozróżniajmy nieprawdziwe i wprowadzające w błąd fałszywe wiadomości od satyry lub parodii (jak teksty w AszDziennik.pl). Prawdziwe wiadomości bywają również uznawane za fałszywe przez osoby lub instytucje z powodu negatywnej dla tych osób lub instytucji zawartości.

Łatwe dochody z reklam, wzmożone podziały polityczne i popularność mediów społecznościowych (jak np. Facebook czy Twitter), to główne przyczyny wzmożonego oddziaływania fałszywych wiadomości, obok rzetelnych wiadomości.

Prawie 40 procent konsumentów, w badaniu przeprowadzonym przez Label Insight, powiedziało, że nie mają problemu z przejściem z jednej marki na drugą, aby uzyskać bardziej przejrzysty produkt. Przejrzystość firmy zapewnia też inne korzyści poza obalaniem fałszywych wiadomości. Założyciel Wikipedii Jimmy Wales powiedział: Dzielenie się bardziej rzeczywistymi faktami w Internecie jest najlepszą odpowiedzią na fake newsy.

Bądź więc aktywny w budowaniu reputacji i zwiększaniu wiarygodności swojej marki, zanim napotkasz problemy z fake newsami.

Co grozi za rozpowszechnianie fake newsów?

Maciej Tomaszewski - Fake newsy na LinkedIn

Pomimo, że niektóre państwa wprowadziły specjalne narzędzia prawne, które znajdują zastosowanie do zwalczania fake newsów jako takich (vide: Niemcy czy Francja), to w polskim porządku prawnym, choć pewne prace zostały w tym zakresie podjęte w tamtym roku, takich przepisów nie odnajdziemy. Stąd, do oceny skutków prawnych rozpowszechnienia fake newsów należy stosować już istniejące mechanizmy. W szczególności, należy zastanowić się nad tym, jakie i czyje interesy narusza dany fake news.

Jeśli, przykładowo, uderza on w godność czy dobre imię osoby fizycznej, mamy do czynienia z naruszeniem jej dóbr osobistych, co uprawnia taką osobę do wystąpienia z powództwem do sądu cywilnego [a sąd może w takiej sytuacji w szczególności (i) zakazać dokonywania naruszeń, (ii) nakazać usunięcie ich skutków, w tym: opublikowanie przeprosin czy sprostowania bądź (iii) zasądzić zadośćuczynienie z tytułu doznanej krzywdy czy odszkodowanie z tytułu szkody wyrządzonej publikacją fake newsa].

Możliwe jest również ściganie zniesławienia czy zniewagi na drodze karnej (przy czym, jeśli do tych przestępstw dochodzi za pośrednictwem środków komunikowania masowego, potencjalne kary są wyższe); do wszczęcia postępowania karnego jest tu niezbędny wniosek pokrzywdzonego, złożony choćby na policji. Jeśli fake news uderza w podmioty gospodarcze, w grę może wchodzić również odpowiedzialność z tytułu naruszenia zasad uczciwej konkurencji.

Fake newsy rozprzestrzeniane w okresie wyborczym mogą być zwalczane w odpowiednim przyśpieszonym trybie. Wyzwaniem, z którym podejmujący kroki prawne muszą się zmierzyć, jest ustalenie podmiotów, które dokonują omawianych tu naruszeń, co w epoce botów może być praktycznie niemożliwe.

I choć sądy międzynarodowe (jak choćby w jednym z ostatnich orzeczeń Trybunał Sprawiedliwości UE) dostrzegają coraz częściej konieczność zaprzęgnięcia do walki z fake newsami również same platformy społecznościowe, to jednak w czasach rozproszonej odpowiedzialności skuteczne wyciągnięcie prawnych konsekwencji może być zadaniem niełatwym.

Jak rozpoznać fake newsa?

Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń i Instytucji Bibliotekarskich (IFLA) opublikowała planszę, która ma pomagać w rozpoznawaniu fake newsów. Jej autorzy zalecają aby:

  • Rozważyć, dokonać analizy źródła informacji.
  • Zapoznać się z treścią wiadomości (próbując ją zrozumieć całościowo), a nie tylko z samym jej nagłówkiem, który ma na celu przyciągnąć uwagę kontrowersyjnym zestawieniem słów.
  • Sprawdzić autorów informacji oraz ich wiarygodność.
  • Zobaczyć czy inne źródła podają identyczne treści.
  • Zwrócić uwagę na datę publikacji.
  • Rozważyć czy nie jest to żart lub satyra.
  • Przeanalizować własne przekonania (czy nie wpływają one na nasz osąd).

Łatwe i szybkie sprawdzenie po obrazie

W celu rozpoznania fake newsa możemy na przykład wykorzystać kilka sposobów. Jeżeli korzystacie z przeglądarki Google Chrome wystarczy naprowadzić na podejrzane zdjęcie kursor myszy. Kliknij prawym przyciskiem i wybierz opcję „Znajdź grafikę w Google”. Możecie zainstalować w też specjalną wtyczkę (plug-in). Przykładem jest wtyczka Who stole my Pictures. Plusem tej wtyczki jest to, że potrafi ona szukać nie tylko w Google, ale i w innych wyszukiwarkach (np. Yandex, Tineye). czy w kilku jednocześnie. Grafikę możesz również sprawdzić w Google Grafika.

Zapytaj eksperta

Jeśli nie jesteś pewien, poradź się znajomych. Nawet, jeśli dany tekst będzie posiadał wiele cech wiarygodności, niekoniecznie musi być prawdą. Bądź czujny i krytyczny, sprawdzaj informację zanim opublikujesz je na swoim profilu. A potem sprawdź jeszcze raz albo zapytaj innych znajomych.

Sprawdź na stronie zewnętrznej

Serwis legalniwsieci.pl stworzył usługę o nazwie „FAKE NEWS ALERT”. Ma ona na celu ostrzegać przed fake newsami oraz rozpowszechniać wiedzę o tym zagrożeniu. Sposób działania jest prosty. Jeśli chcesz skorzystać z takich alertów, należy podać na stronie internetowej legalniewsieci.pl swój adres e-mail. Usługia jest bezpłatne, a przesyłane wiadomości dotyczą wyłącznie fake news. W Polsce organizacją zajmującą się wykrywaniem fałszywych wypowiedzi, głównie polityków, jest Stowarzyszenie Demagog, członek International Fact-Checking Network. Analizę fałszywych wiadomości podawanych przez rosyjskie media, prowadzi StopFake, utworzony przez wykładowców, studentów i absolwentów Mohylańskiej Szkoły Dziennikarstwa oraz dziennikarzy wolontariuszy w marcu 2014.

Po pierwsze nie kradnij

Drugim ciężkim grzechem w social media jest kradzież. Internauci często wykorzystują zdjęcia o tajemniczym źródle „internet” lub wprost z innych stron czy od innych autorów. Także zdarza się, że osoby publikujące treści tekstowe, publikują je pod swoim imieniem i nazwiskiem, chociaż nie są ich autorami. Ale o autorze w poście wzmianki nie znajdziemy – ani na LinkedIn, ani na Facebooku, ani na Twitterze czy Instagramie.

Ustawa bardzo jasno określa, co jest przedmiotem ochrony, czyli utworem. W przypadku stron internetowych są to na przykład: układ graficzny (layout) strony, zamieszczone na niej artykuły oraz zdjęcia, a także wszelkie inne przejawy twórczości – plakaty, muzyka, filmy i tak dalej. To samo tyczy się mediów społecznościowych.

Co jest chronione przez prawo autorskie?

Pierwszym, niezbywalnym i nieograniczonym czasowo prawem jest autorskie prawo osobiste. Zapewnia autorowi między innymi przywilej oznaczenia utworu swoim imieniem i nazwiskiem oraz nienaruszalności treści i formy dzieła, a także nadzoru nad sposobem korzystania z niego. Druga wiązka praw związanych z utworem to tzw. autorskie prawa majątkowe, rozumiane jako wyłączne prawo do korzystania z utworu, rozporządzania nim w dowolny sposób oraz wynagrodzenia za takie korzystanie.

Prawo do korzystania z utworu (a więc prawa majątkowe do utworu) można nabyć na dwa sposoby. Albo za pomocą przeniesienia autorskich praw majątkowych, albo za pomocą umowy o korzystaniu z utworu (licencja). Jeśli autor nie zamierza każdemu użytkownikowi z osobna udzielać pozwolenia na wykorzystanie danego utworu, udziela licencji otwartej, czyli zezwala na kopiowanie i modyfikowanie utworu przy zachowaniu warunków wymaganych przez daną licencję, a zawsze zawartych w jej treści.

Najbezpieczniej jest przyjąć, że każde zdjęcie, grafika, artykuł znalezione w sieci są utworami w rozumieniu prawa. Autor, publikując swój utwór na konkretnej stronie, nie wyraża automatycznie zgody na publikację tegoż w dowolnym innym miejscu w Internecie.

Do tego niezbędna jest zgoda autora uzyskana bezpośrednio lub na zasadzie licencji. Zawsze podawajmy imię i nazwisko autora a także źródło, skąd pochodzi utwór, dzięki czemu unikniemy oskarżeń o plagiat lub kradzież.

Co grozi za kradzież w internecie?

Maciej Tomaszewski - Fake newsy na LinkedIn

W sytuacji, w której znajdziemy w sieci swój utwór, pod którym podpisuje się inna osoba, przypisując sobie jego autorstwo, prawo wyposaża nas w całkiem potężne działa do walki z takim naruszycielem.

W szczególności, na drodze cywilnej, autor może skierować roszczenia o zdjęcie danego materiału z sieci oraz o złożenie odpowiedniego oświadczenia, w którym naruszający przyzna, że doszło do wykorzystania utworu bez zgody jego autora (przy czym możliwość dochodzenia tych roszczeń jest niezależna od tego, czy naruszającemu można przypisać winę, a więc, czy, co do zasady, naruszający miał świadomość tego, że nie może wykorzystać cudzego dzieła we własnym zakresie).

Jeśli naruszenie miało postać zawinioną, sąd może przyznać twórcy odpowiednią sumę pieniężną tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę w związku z naruszeniem jego autorskich praw osobistych. Co więcej, uprawnionemu przysługują również roszczenie o naprawienie szkody (które w praktyce przyjmie najczęściej kształt roszczenia o zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu) oraz o wydanie (zwrot) korzyści, które naruszający uzyskał rozpowszechniając cudze dzieło bez zgody twórcy (tymi korzyściami mogą być np. wpływy z reklam umieszczonych na stronie internetowej, na której opublikowano daną treść). Naruszający musi również liczyć się z tym, że wyrok sądu stwierdzający naruszenie zostanie podany do publicznej wiadomości.

Naruszenie praw autorskich może być ścigane również na drodze karnej. W zależności od rodzaju czynu i okoliczności jego popełnienia (w tym: jeśli doszło do jego popełnienia w celu uzyskania korzyści majątkowej bądź jeśli naruszanie praw autorskich jest źródłem dochodu bądź może być potraktowane jako działalność przestępna), sprawca może zostać ukarany karą grzywny, karą ograniczenia wolności bądź pozbawienia wolności nawet do 5 lat.

Pamiętać należy, że w przypadku większości przestępstw „autorskich”, do wszczęcia śledztwa konieczny jest wniosek uprawnionego. Oznacza to, że aby zostały w tym zakresie podjęte jakiekolwiek kroki, autor winien złożyć do organów ścigania zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na jego szkodę.

LinkedIn, a prawo autorskie

LinkedIn szanuje prawa własności intelektualnej innych osób i jego celem jest oferowanie witryny, która nie zawiera treści naruszających te prawa. Regulamin mówi jasno – informacje publikowane przez użytkowników LinkedIn muszą być dokładne. Mówiąc wprost – zgodne z prawem i nie naruszające praw własności intelektualnej stron trzecich. Aby promować te cele, LinkedIn zapewnia proces składania skarg dotyczących treści publikowanej przez użytkowników serwisu.

Konsekwencje, które czekają na osobę, która złamie regulamin i dopuści się pogwałcenia praw autorskich to:
usunięcie treści;

  • tymczasowe wyłączenie dostępu do konta;
  • zawieszenie lub rozwiązanie grupy;
  • zawieszenie lub rozwiązanie strony firmowej.

Bez względu na to, LinkedIn może w dobrej wierze próbować wysłać pisemne powiadomienie, zawierające informacje kontaktowe powoda do użytkownika, który opublikował „wątpliwą” treść. LinkedIn podejmuje też inne kroki, aby zawiadomić użytkownika, że serwis został powiadomiona o domniemanym naruszeniu praw własności intelektualnej lub naruszeniu innych praw. Pamiętaj, że wszelkie  zawiadomienia lub roszczenia wzajemne muszą być zgodne z prawdą i są składane pod karą krzywoprzysięstwa. Fałszywe zawiadomienia lub roszczenia wzajemne mogą prowadzić do poniesienia odpowiedzialności osobistej.

Jak tworzyć treści?

Jeśli potrzebujesz darmowych na przykład darmowych zdjęć, skorzystaj z:

  • Pixabay.com – polski serwis udostępniający zdjęcia za darmo.
  • Pexels.com – międzynarodowy serwis z darmowymi zdjęciami do wykorzystania komercyjnego.
  • Canva.com – proste i intuicyjne narzędzie pozwalające tworzyć nie tylko grafiki do social mediów, ale także składać e-booki czy opracowywać infografiki, które możesz dystrybuować wraz z informacją prasową do dziennikarzy czy w swoich kanałach social media. Dużą zaletą są łatwe do dostosowania estetyczne, gotowe szablony oraz bank zdjęć i grafik do wykorzystania w projektach za darmo.

Z kolei jeśli chcesz bardzo podzielić się czyimiś przemyśleniami, możesz publikację „udostępnić” zamiast ją kopiować.

Co zrobić jeśli udostępniłeś fake newsa lub coś ukradłeś?

Społeczność LinkedIn jest jedną z najbardziej wyrozumiałych i najbardziej wspierających. Jednak nie zawsze. Tutaj też łatwo przekroczyć granicę dobrego smaku i wywołać social mediowy kryzys. Taki, który odbije się szerokim echem w społeczności, narazi na szwank dobre imię firmy oraz jej pracowników. Co zrobić jeśli popełnisz błąd?

  • Nie blokuj osób, które zwróciły Ci uwagę na wątpliwe źródło lub nieprawdziwość informacji. Nie idź w zaparte, że i tak informacja jest ciekawa.
  • Przeproś. Najprostsza, a zarazem najtrudniejsza część. Dla wielu osób przeprosiny wiążą się z przyznaniem się do winy. Przyznanie się do błędu, skutkuje najlepszymi efektami dla marki. Jeśli zawinił pracownik wina także należy do całej firmy. W końcu w internecie nikt nie jest anonimowy. Pracownik reprezentuje w mediach społecznościowych naszą markę i staje się jej ambasadorem.
  • Nie usuwaj posta. Lepiej go wyedytuj i opatrz odpowiednim komentarzem wraz z przeprosinami, dzięki czemu osoby zaktualizuje się także w udostępnieniach.
  • Obiecaj poprawę i następnym razem sprawdzaj dwa razy, co udostępniasz w social media, zwłaszcza na LinkedIn.

 

Współautorem tekstu jest Maciej Tomaszewski, Equity Partner w C.R.O.P.A., the TMT, IP and Sports law Firm.

(Przeczytano 608 razy, z czego 1 razy dzisiaj)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.